Takoż pora była dokończyć leżący odłogiem sweterek dla (do piątku jeszcze tak nazywanego) Bachora:
Sweterek w trzech kawałkach zszydełkowanych ze sobą; przody i tył razem, połączone szydełkiem u góry, później wrobione plisy guzikowe i kołnierz, przyszydełkowane rękawy na okrętkę.
Przymierzam się do płaszcza dla Jagnięcia robionego od góry - to ma być moje pierwsze podejście do autorskiego projektu raglanowego! - z tej oto włóczki. Od dawna już nieprodukowana, leży ze cztery lata w kartonie na szafie. Obawiam się, że bez podszycia nie wyjdzie z tego płaszcz jesienny, a szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak podszyć płaszcz robiony w jednym kawałku? Ehh, najwyżej będzie na sweter. Trudno.
No i zabrałam się wreszcie za upatrzone ravelry'owskie skarpetki robione od środka wierzchu stopy... Nawet wzór mnie nie zachwycił aż tak bardzo, raczej przekora: tak się DA?!? A ja nie robiłam tak jeszcze??? To nawet męczę się z rzędami skróconymi na palce, pruć musiałam ze trzy razy, aż wreszcie poświęciłam kilka minut na nić ratunkową.
Z jednej strony cieszę się, że wreszcie znalazłam włóczkę skarpetkową (30 o/10) bez dodatku wełny, ale sporo w niej tworzyw sztucznych (28 procent) i nieco się rozwarstwia. No i był już jeden supełek.