Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trójkątna chusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trójkątna chusta. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 grudnia 2017
Marchewkowy bakłażan w napięciu
Aubergine Dropsa to cudowna chusta - włóczkooszczędna (zeszło 400 metrów), prościutka, robi się sama. Zdziwiło mnie, gdy nagle zaczęłam zakańczać, a panelik na Rav wciąż ustawiony był na 20 procent - bo jak to? Tak szybko? Kiedy to zeszło?
Moja marchew (a może raczej dynia pod względem genetycznym?) to też znakomity przykład dla wrogów napinania.
No musiałam, po prostu musiałam. Siedzisko zepsutego fotela podparte poduszkami i dwie poduszki kanapowe w akcji, sypialnia zamknięta przed potworami dwu- i czworonożnymi.
Zeszło równo 198 gramów Alpaki Fashion Schachenmayra. Tym samym w ukończonych udziergach tegorocznym dobiłam do 2153 gramów zużytej włóczki, nie wliczając Wina.
środa, 5 grudnia 2012
Szala adwentowego i Multnomah odsłona druga
Szala adwentowego, no bo się robi. A Multnomah? Bo wreszcie lepiej obfotografowałam. Oczywiście w asyście Jagny, gdzieżby mnie ona zostawiła w spokoju...
Z racji nowego mebla, wymarzonego łóżka Hemnes, prezentu ślubnego od teściów, znalazło się miejsce na rozłożenie chusty!
Wzór piąty jest na ukończeniu, miłe, ażurowe trójkąty. Nie rozpracowałam jeszcze, jak fotografować tę włóczkę, żeby wyglądała prawdziwie: na ISO ziarno jest koszmarne, kolor przydymiony, światła naturalnego tyle co nic, na spowolnionej lampie nie widać wzoru, a z fleszem trochę za bardzo się błyszczy.
niedziela, 28 października 2012
Multnomah, czyli wreszcie coś dla siebie
A więc i na mnie trafiło! Kolorowa, wręcz pstrokata włóczka, idealna na chustę. Lubię dziwne, pstrokate chusty - pasują do czarnych ubrań. I lubię czerń. Bardzo.
Z ebayu, za kosmiczne 12 euro z wysyłką, 12 motków Sansibar (kolor 71). 89 % bawełny, 11 % poliamidu, 60 m/50 gramów, zalecane druty: 5-6. Użyłam szóstek.
Włóczka odleżała swoje, czekając na wzór, wskazany mi przez Klub Ręko-Dzielnych, przetłumaczony mężnie przez Krzyżaka.

Praca szła błyskawicznie - w kilka książkowych wieczorów (książkowy wieczór oznacza, że Krzyżak czyta na głos, ja dziergam, albo ja czytam na głos, a Krzyżak zajmuje się Jagnięciem) chusta była gotowa. Po raz pierwszy szukałam innego rozwiązania dla łączenia nitek jak supełek - przeciągnąć na lewą stronę. W aktualnym numerze "The Knitter" znalazłam coś, co zwie się "der russische Fadenansatz". W praktyce potrójną nitkę przeplatałam na końcu w warkoczyk, przewlekałam igłę i przeszywałam warkoczyk w stronę kłębka, żeby stworzyć pętelkę. Przez pętelkę przekładałam drugi warkoczyk i podobnie przeszywałam. Potem wystarczyło naciągnąć i obciąć dokładnie wystające farfocle... Może nie jest to nowość dla większości dziewiarek, ale ja, smarkula, której babcia nie odróżnia oczek lewych od prawych, zaczepiałam zawsze jej przyjaciółki i wyciągałam jak najwięcej dziewiarskich informacji. Nie zapomnę, jak pani Tereska, jedna z przyjaciółek babci, oświeciła mnie, że każde lewe oczko ściągam błędnie, przez co prawe w następnym rzędzie są przekręcone... Łącząc nitki, supłałam je więc zwyczajnie.

W kilka wieczorów książkowych chusta była gotowa.
Zużyłam 10 i pół motka, wyćwiczyłam den russischen Fadenansatz tak, że zastanawia mnie, jak to możliwe, że jeszcze dwa tygodnie temu supełkowałam włóczki.
Jagnię zakochało się w chuście. Ciągle zasuwa przez mieszkanie, gdy zobaczy gdzieś ten pstrokaty rąbek.

Kilka wieczorów książkowych z czymś dla siebie - i ogromne wyrzuty sumienia. Trzeba dziać dla Jagnięcia. Jesień szaleje za oknem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)