czwartek, 14 grudnia 2017

Jak zacerować pod pachą kupiony sweter? Tutorial

Wstyd i hańba, przyznaję się - w mojej szafie, a właściwie w szafie mojego męża lepiej znanego jako Krzyżak są kupione swetry.

Zanim się poznaliśmy, Krzyżak ów znał poza swoją babcią z demencją tylko dwie (oficjalnie) robótkujące osoby - przyszywanego wujka, dziejącego intarsją z modeli, i palącą jak komin nauczycielkę ze szkoły specjalnej, w której był to spędził czas służby wojskowej, niechętny tarzaniu się w błocie z równolatkami łysymi z przymusu (on bowiem był już wtedy łysy z natury). Nauczycielka ta, nie pytając go o zdanie, dopadła kiedyś do młodego żołdaka z centymetrem w garści i oznajmiła, iż jest on jedynym pracownikiem szkoły bez swetra od niej - i to ma się zmienić. Pomierzyła biedaka, zanotowała coś i tydzień później wróciła z gigantycznym, akrylowym, granatowym swetrem, w którym mąż mój, wówczas osiemnastoletni, zmieścić by się mógł dwukrotnie.

Sweter ten z grzeczności założył raz czy dwa do szkoły i odetchnął z ulgą, służbę cywilną zakończywszy.

Gdy sprowadziliśmy się do naszej lankwickiej kanciapy kilka lat później, podjęłam się przeglądu jego szafy - cóż, niewiele nadawało się do noszenia. Ale hola, hola, ty mi swetry chcesz robić?! - zakrzyknął z przerażeniem Krzyżak, berlinując z lekka. - Wykluczone!

Świeżo zakochana i uległa machnęłam ręką i pozwoliłam kupić kilka nowych swetrów (bo tamtym, wybranym przez świekrę zgodnie z modą, jaką reprezentował mój pradziadek, powiedziałam stanowczo: won!). No i kupił. I ukochał jeden, ale to szczególnie.

Już raz przyuważyłam przy praniu gigantyczną dziurę pod pachą. Gdy dziś, dwa lata później, przyuważyłam podobną dziurę pod tą samą pachą, ale z przodu - postanowiłam udokumentować, jak najmocniej i prawie niewidocznie zacerować rozdarcie (również kupnego) swetra.





Dla porównania tak wygląda nieuszkodzony raglan przy drugim rękawie.






Najpierw pruję lekko te oczka, które poleciały przez przetarte i rozerwane nici w szwie pod pachą. 






Z jednej strony raglana mam wyraźnie tylko jedno spuszczone oczko.





Podciągam je ostrożnie cieniutkim szydełkiem do samej góry.






Podciągnięte, łapię agrafką, by nie spruło się podczas pracy po drugiej stronie raglana.





Po drugiej stronie znowu "czyszczę" oczka z rozerwanej nitki.






Pruję lekko żywe oczka, żeby lepiej je złapać; są tylko dwa (pomijając naderwane oczko raglanu po prawej). 





Jedno z nich łapię na agrafkę.




I tak samo jak poprzednio podciągam oczko szydełkiem.







Przeciągam przez to oczko jeszcze nitkę z oczka raglanowego po prawej, by trzymały się razem.




Zdejmuję ostatnie oczko z agrafki i też podciągam...





...i łączę wszystko na tej jednej nitce.  




Tak wygląda dziura po podciągnięciu oczek. Włóczka w raglanie jest rozerwana, nie ma szans na zupełnie niewidoczną cerę. Tutaj widać wszystkie nitki, jakie mi zawadzają.



Sięgam po grubą (!) i ostrą igłę; najlepiej jest użyć nitki w identycznym kolorze, ale jeśli chodzi o zielenie, to ludzkie oko dostrzega najwięcej ich odcieni i już małe odstępstwo bardzo rzuca się w oczy. Jeśli brakuje pasującej nitki, zalecam sięgnąć po jasnobrązową lub beżową; nie przebija i nie przeszkadza optycznie.

Robię gruby supełek i zaczynam szyć na prawej stronie. Wbijam igłę jak drut w całe oczka poniżej tej nitki z raglanu, którą je wszystkie złapałam.


To samo robię po drugiej stronie. Supełek i zawadzające nitki przepycham luźno na lewą stronę swetra. 










Reszta cerowania to właściwie ostrożne, okrężne zawężanie dziury. 















Gdy raz objadę nitką wokół dziury, przepchnąwszy wszystkie nitki na lewą stronę, zaciągam nić; przypomina to trochę przeszywanie czubków palców w rękawiczkach albo końcówkę skarpet od góry.








Dziura jeszcze nie znikła. Nadal zaszywam okrężnie.









Po każdym okrężeniu zaciągam nić mocno i patrzę, co zostaje. 





I po dziurze!

Teraz pozostaje naprawić szew na lewej stronie - problem powstał przez przetarcie włóczki, szew puścił, oczka poleciały.




Tak wygląda teraz raglan na lewej stronie - wszystkie te nitki trzeba schować i zabezpieczyć. W tym celu biorę resztkę bawełnianej lamówki. Kolor obojętny! 





Z jednej strony wbijam duże szpilki dzianinowe, żeby mi się nie przesuwała lamówka w trakcie przyszywania.



Trzeba uważać, żeby przeszywać przez wszystkie warstwy (czyli dwa razy lamówkę i cały gruby szew), ale też nie za nisko, aby nie było widać śladu po cerze na prawej stronie. Po dwóch ściegach zwykle kontroluję robotę na prawej stronie.






Podoba mi się, więc szyję dalej.





Gotowa cera wygląda tak po obu stronach. Ani śladu czerwieni, jedynie maleńkie przebicie beżu.




środa, 13 grudnia 2017

Tonę w czerwieni

Dłubię, dłubię, dłubię...
Środek jeszcze szedł ładnie, na okrętkę, same oczka prawe.

Półtora motka alpaki Dropsa zeszło podczas lektury "Czerwonego smoka" Thomasa Harrisa. Lektura idealna do drutów: bardzo filmowe, nieskomplikowane, napisane lekkim stylem i wciągające. Nic zmuszającego do specjalnego myślenia. I bardzo, bardzo czerwone.

Przeczytawszy, przerzuciłam się na inną czerwień - piąty tom "Dextera". Jeszcze więcej czerwieni, równie czerwona okładka, równie lekkie i niezmuszające do refleksji.

Ale potem przyszedł ażur...
Dłubię, dłubię, dłubię, od tych czerwoności dłubaniny, treści książek i okładek świat widzę jako nową odsłonę "Pulp Fiktion", dalej dłubię, dwa wieczory z drutami już bez książek i och, dziesięć centymetrów rękawów urosło.

Tak mi się marzył ten sweter na wieczór wigilijny - i co? I co? A tak się zawija środek, że bez regularnego blokowania marnie będzie.

Ostatnie motki już podłączone. Sweter robię dokładnie według wzoru, jedynie środek wydłużyłam o dwa centymetry (no duża jestem, no). Rozmiar M.