Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczka lewe i prawe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczka lewe i prawe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2016

Wielbłądy i piramidy



A oto i nowe skarpetki!

 Niestety, nie udało mi się całkiem zużyć resztek po Krzyżakowych skarpetkach; ambitnie starałam się z brązem, ale jednak było tego za dużo... No cóż, będą pewnie jeszcze raz dwukolorowe buciki z Woll Butt Sonja ;-)







Bardzo przyjemnie się je robiło - i nauczyłam się haftować na dzianinie! Dużo to przyjemniejsze, niż mi się wydawało.







Wzór już jest tutaj. Rozpisałam go na rozmiary od 22 do 47.


sobota, 16 lipca 2016

Hop, hop - stopy dzieciom rosną!

Stopy rosną w tempie porażającym, a resztki włóczek jakoś zniknąć nie chcą. No to do dzieła, buciki i skarpetki wszelkiej maści!
Tutaj kolejne podejście do pozbycia się melanżowej Celiny, zaimprowizowane buciki dla Bachora Bezimiennego:



Szło szybko, jak zresztą wszystkie te małe drobiazgi.






Tutaj dalsze próby pozbycia się wiskozowo-jedwabnej włóczki Wollsisters:






Jak na razie żadnych naśladowców, chociaż przez kilka dni Rav szalało z zachwytu, a ściągnięcia rosły w oczach. Jestem w każdym razie zadowolona ze wzoru - trochę ciężko było na cienkich bambusach poujmować te oczka na nosku, wiskoza się rozdzielała i nie rozciągała zbytnio - poza tym szło szybko ;-)

Zgrzeszyłam też i zrobiłam wzór nie swój (wprawdzie jakiegoś robótkowego kodeksu moralnego nie mam, ale czasem naprawdę zachwyci mnie jakiś wzór w gazecie czy na rav - rzadko bo rzadko, ale wtedy to już NIC nie zmieniam).

Włóczka to jakieś dyskontowe dziwo NKD Casa Home Handstrickgarn Baumwolle, którego nawet nie było w bazie Ravelry. Zachwycająca! Gładko się robi, mięciutka, aż żal, że wszystkie sklepy NKD w dzielnicy ostatnio pozamykano.



Z tej samej włóczki zaczęłam buciki dla córki przyjaciółki - na skarpetki i części bucików zszedł dokładnie motek. Części jednak leżą dalej niezszyte, wzór gazetowy mnie zawiódł: opis niejasny,
pełen nieścisłości, buciki mnie zmęczyły. Bez guzików też się nie obejdzie. Na razie leżą i przypominają, że za kilka dni muszą pójść pocztą do Szczecina, domagając się zszycia.




Tak dobrze robiło mi się te warkoczowe gotowce, że zrobiłam kolejne skarpetki dla Bachora - znowu z zielonej Celiny.









No i Jaga też wyrosła ze skarpetek... Jeszcze dwa miesiące temu miała długość stopy 17,5 cm - notatki do ostatnich skarpetek utwierdziły mnie w przekonaniu! Nie mogła jednak wcisnąć się w skarpety kupione późną zimą. "No to dawaj nogę", rzuciłam znad kosza robótkowego. Linijka krawiecka przyłożona... 18,5. W ciągu dwóch miesięcy. Czy to jakaś nowa fala wzrostu? Ledwie zwolniła...
- Ale ja NIE CHCĘ, żebyś mi KUPOWAŁA skarpetki - oznajmiło Jagnię z przytupem.

Nie ma to jak dziecię wierzące w czyjeś umiejętności, nieprawdaż? Dwa dni później demonstrowała światu nowe bananowce, szczęśliwa jak kot na łące z kocimiętki. Zaeksperymentowałam i sam tył pięty zrobiłam ściegiem półpatentowym - może dłużej będzie pasować?


No a ja odkryłam KAL-owską grupę na Ravelry, motywującą do robienia pary skarpetek miesięcznie - teraz to nie problem! A może na dłuższą metę rodzinka przerzuci się na skarpety tylko robione. Jak na razie zademonstrowałam tam zaczęte właśnie skarpety dla Jagny z resztek skarpet Krzyżakowych.






Skarpety brązowe Krzyżak zajeździł na podeszwie, zanim zdążyłam zrobić im zdjęcie, takoż beżowe dostał na nogi dopiero, gdy rozłożyłam go na ręczniku z aparatem w dłoni.

Robione od góry, kafelki to kwadraty z oczek prawych i lewych 4x4 - bardzo rozciągliwe jak widać, na podeszwie jest tyle samo oczek co na górze. Nowa innowacja: nie tylko piętę zrobiłam z oczek podniesionych, ale i całe podeszwy stóp. No, zobaczymy, ile one wytrzymają. Na razie Krzyżak je oszczędza i niby pannica zakłada tylko w odwiedziny, gdzie wie, że buty zdejmie, i nie pierze w sześćdziesięciu stopniach (jak zakłada włóczka), ale w czterdziestu w programie delikatnym. Czyżby miał wyrzuty sumienia z powodu tych dziur? Pięta jak zwykle musiała być dłuższa niż u faceta ze stopą normalną, ale przyzwyczaiłam się. Jeśli robi się takie skarpety od góry, nawet łatwiej dopasować niż od palców.

Zaczęty jest też sweterek dla Bachora z włóczki bezimiennej, wszystko w jednym kawałku. Rękawy czekają, bo nie chce mi się teraz rozpisywać kroju - głupie lenistwo. Poza tym przy tym wzorze nie mogę robić rękawów od góry, co oznacza mocowanie żywych oczek do korpusu, a to smakuje prawie tak samo źle jak zszywanie gotowych części. Więc leży i czeka. Rozmiar i tak na oko przynajmniej 74, więc długo nie będzie potrzebny.



Poza tym zachciało mi się robić coś ażurowe, trudnego, zupełnie niepraktycznego - i DLA SIEBIE! Ostatnio robiłam dla siebie czapkę, rok temu, na gładko i na szybko, bo zimno mi było, a dawniej to już nie pamiętam. Dziwna ze mnie dziewiarka: dla siebie nie robię. Na wszystkich blogach same sweterki i chusty i och, ach. U mnie ubrania dziecięce, męskie, prezenty, rzeczy praktyczne.
Przedstawiam Państwu zaczętą ambitnie a odłożoną podkolanówkę (z Dropsa, ale znalezioną w niemieckiej gazecie skarpetkowej) o jakże eleganckiej nazwie Antoinette!

No i nic, leży sobie. Ledwie zacznę coś dla siebie, przypominam sobie o rosnących kończynach Jagny, o pościeranych skarpetach Krzyżaka, o obecnie dość niskim budżecie domowym, wielkich zapasach włóczek i mulin i zbliżającym się sezonie prezentowym w rodzinie (od października do grudnia 6 urodzin, dwa razy imieniny, rocznica ślubu, Gwiazdka!)... i tak moja egoistyczna podkolanówka ląduje w kącie, ledwie się zaczęła.

sobota, 18 czerwca 2016

Dalsze drobiazgi

Tej wiosny przebrnęliśmy przez modernizację mieszkania - spółdzielnia wygoniła nas na dwa miesiące do mieszkania zastępczego. Przy okazji obydwu przeprowadzek okazało się, że na modernizację nie było ani o dzień za wcześnie; coś, co uznawałam za "problem z wietrzeniem" okazało się gigantycznym problemem wilgoci i pleśni w ścianach. Połowa z 14 regałów z jednego pokoju musiała zmienić stan skupienia na wióry, połowę z tych książek dało się poupychać w drugorzędzie, z połową trzeba się było pożegnać. Niestety - miejsca na regałach i szafach też przez to mniej, co oznacza otwartą wojnę z zapasami włóczkowo-materiałowymi.
(Przez miesiąc nie mogłam znaleźć drutów okrągłych, do tej pory szukam kartonu z kanwami.)

Przedstawiam zatem pierwsze podejście do pozbycia się resztek po zielonym golfie Jagnięcia z poprzednego postu:











Włóczka Woll Butt Celina, którą wprost uwielbiam. Robione z niej ubrania nawet po roku, gdy piorę je po raz ostatni i pakuję do kartonu z za małymi rzeczami Jagny, wyglądają jak nowe. Nie mechaci się, nie farbuje, a dzierga jak marzenie. Kupiłam 600 gramów zieleni - marzył mi się sweter dla Krzyżaka, ale ten, obejrzawszy włóczkę nie w katalogu, ale w świetle dziennym uznał, że mu za jasna. Prawie 400 zeszło na golf, na te portki 111 gramów. Rozmiar ok. 56-60, wszystko na prosto, na zgięcie plisy jedno okrążenie oczek lewych, potem znowu prawe i przyszydełkowane na lewej stronie. W planach buciki z tej włóczki, a potem albo skarpetki dla Jagnięcia (jeśli starczy), albo wkomponuję ją jakoś w zielony sweterek dla Bachora.






Resztek jest więcej - i to nawet bardzo starych. Ztego zrobiłam kiedyś dla Jagnięcia kaftanik i buciki; pora była przerzucić się na skarpetki. Trochę się z nimi namęczyłam - musiałam ostatecznie zmniejszyć liczbę oczek na ściągacz o 1/6, żeby nie spadały. Jakieś chude pęciny ma to moje Jagnię.









Modelka pozowała zachwycona przez dobry kwadrans. A ja się szkolę w stopach nienormalnych. Widać to u tych Krzyżakowskich rodzinne ;-)



niedziela, 18 listopada 2012

Resztek przerabianie

Przy takiej pogodzie za oknem, nie ma szans na dobre światło i dobre zdjęcia. Musiało być przy sztucznym. Trochę kolory przekłamało...



Szalik dla Jagnięcia.
Wzór podstawowy: oczko brzegowe *dwa lewe, dwa prawe*
Przez dziesięć rzędów przerabiać oczka, jak schodzą. W jedenastym rzędzie: oczko brzegowe, dwa prawe, dwa lewe*.







Jest to dopiero początek resztek takowego swetra:

Wzór pochodzi z Baby-Maschenmode 09/12. Użyta przeze mnie włóczka to cudownie mięciutki akryl Schewe Micro Brillant.

Tym razem resztki Coats Lyric 8/8 - nieco lepsze zdjęcia niż ostatnio. Niestety, Jagnię spałaszowało moje notatki do rękawiczek nabazgrane na jakimś karteluszku...


Wzór, którym upstrzyłam rękawiczki, to malutki warkoczyk Schwalbenmuster (wzór jaskółczy), zaczerpnięty z książki "Die schoensten Strickmuster".


Na motyw jaskółczy potrzeba:


    X        Y
O O P P O O
O O P P O O

O to oczko prawe
P to oczko podniesione bez przerobienia
X to dwukrotnie podniesione oczko przełożyć na drut pomocniczy z przodu roboty, dwa oczka prawe, oczko z drutu pomocniczego
Y to dwa oczka prawe przełożyć na drut pomocniczy z tyłu roboty, przerobić podniesione oczko na prawo, dwa oczka prawe z drutu pomocniczego




A i pingwiny małe doczekały się gotowych sweterków!



Obawiam się, że więcej sweterków dla pingwinów nie będzie, bo do tej pory kuruję skórę na dłoniach, zmaltretowaną małym wełnianym udziergiem. Z braku modela sweterek musiał prezentować Bronek, sprezentowany mi przez Krzyżaka ponad dwa lata temu, który wprawdzie wzrostem skromniejszy, ale najbardziej przypomina pingwina małego spośród wszystkich znanych mi stworzeń.






I jeszcze czekająca już w gotowości włóczka na szal adwentowy!


Co więcej, sweter z oczek tkanych doczekał się wreszcie finiszu. Teraz musi się doczekać obfotografowania.

środa, 14 listopada 2012

Ostatnie drobiażdżki






Ciepłolubna się zrobiłam. Jakoś głównie wieczorami w piżamie. Żeby było śmieszniej, nie posiadam ani jednej pary skarpet.

Włóczka? Oczywiście Essentials Cotton dk. Bo jak?









W ramach powolnego, acz postępującego doprowadzania mieszkania do ładu, którego brak spowodowany jest tyranią Jagnięcia i rozregulowaniem wszystkich rytmów w ciągu ostatnich miesięcy, zakupiłam drewnianą miseczkę na klucze wszelkiej maści.

Do miseczki serwetka. Wykonana w ciągu godziny. Wzór pochodzi z "Diana Special Strickdeckchen".





...i dalej przerabianie resztek. Aparat niestety zawiódł, a właściwie zawiodła cierpliwość moja i dobrego światła, gdy Jagnię wpadło na pomysł gryzienia mnie w kostkę sześcioma (!) zębiskami. Przemiły wzór jaskółczy - lepsze zdjęcia pojawią się jutro.



I na koniec taki, ot, berecik dla Jagnięcia, rozpoczęty metodą podwójnej nici. Również resztki.








Biorę udział w dwóch zabawach robótkowych - w "Poduszkarni" u Trus i we wspólnym dzierganiu kalendarza adwentowego. Wprawdzie włóczki jeszcze nie podano, ale mam kilka motków ciemnozielonego kordonka. Jak znam szczęście, na włóczki niewełniane nie ma co liczyć.

poniedziałek, 29 października 2012

Eleganckie buciki

Jako że nie dalej jak za cztery tygodnie Jagnię wyjdzie na salony, ściślej do "willi ślubnej" pewnego skromnego USC w Berlinie, i to w roli najważniejszego gościa, trzeba się było zająć szykowaniem stroju na ślub.


Wybór padł na białe, znane już Wam dziergotki. Do niedawna liczyłam się z ryzykiem konieczności wydziergania większych - ale nie, przez gazetę wyliczony rozmiar 68 ciągle ładnie pasuje. Do tego wynalazłam granatową sukienkę. Białe rajstopki i cacy.
Następnie zaczęłam zastanawiać się nad wyborem bucików. Że granatowe z białymi elementami wiadomo, ale jednak wszystkie znane mi wzory na buciki są albo śmieszne, albo luźne, albo ogólnie jakieś nie te.

Po kilku podejściach spłodziłam coś takiego:


Włóczka Rico Design, Essential Cotton dk, kolor marine i biały. Grubość 130/50 gramów. Na jeden bucik zużyłam dokładnie 22 gramy granatowej włóczki! Druty 3,5 (chociaż włóczka wygląda na dosyć cienką - dla dziewiarek dziejących większe oczka zalecałabym trójki).
W nawiasach podam wymiary dla niemowląt poniżej pół roku.

36 (32) oczek zamknąć w okrążenie, przerabiać 6 cm ściegiem francuskim.


Następnie 5 okrążeń ściegiem gładkim prawym. Kolejno rząd ażuru - dwa oczka razem, narzut 18 razy = 18 dziurek (16 razy = 16 dziurek). Jeszcze jedno okrążenie oczek prawych.
Potem 9 (7) oczek prawych, żeby przenieść nierówność zmiany oczka lewego na prawe we francuskim przypominającą szew na tył, postawić znacznik, 18 prawych, postawić znacznik. Odwrócić robotę i przerabiać między znacznikami 24 rzędy (20).

Zatrzymać się przy lewym znaczniku (patrzęc od pięty). Z boku wydziergać 12 (10) oczek, przerabiać dalej 18 (14) oczek pięty francuskim, znowu wydziergać 12 (10) oczek, przenieść znacznik.

12 okrążeń ściegiem francuskim. Następnie pięciokrotnie, co dwa okrążenia, przerobić razem dwa oczka za prawym znacznikiem i wykonać jedno przeciągnięcie przed lewym. Zamknąć oczka, zszyć.

Obszydełkować dwukrotnie półsłupkami na biało, wpleść tasiemkę albo biały sznurek.

Nie zrażać się, jeśli pięta wygląda koślawo jak jaki obcas. Na stópce ładnie się układa :)

niedziela, 28 października 2012

Koncert jesiennz na dwa świerszcze






Bachor raczkuje. Poważnie raczkuje. Zasuwa po całej sypialni i bierze do dzioba, co popadnie.
Za oknem coraz jesienniej. W kąciku robótkowym też.




Włóczka to Wollsisters Flamenco, zamówiona prosto z zalinkowanej strony. Zużyłam dokładnie 400 gramów (resztka nie starczyłaby nawet na sznurowadło - miałam farta!). Krótka kurtka (74) to wariacja wzoru gazetowego, wziętego tylko ze względu na pasującą próbkę obliczeniową - 18 oczek na 10 cm drutami 3,5. Ogrodniczki wyglądają leżąc trochę workowato, ale na Bachora pasują idealnie - zapinane z tyłu na rzepy (na razie na krzyż, później w pionie, aż w końcu przeszyję rzepy - rozmiar od 68 wzwyż.






Wzór na buciki pochodzi z książki "Baby-Schühchen stricken" - godna polecenia pozycja, dużo mnie nauczyła.



















Dalej o kurtkach

I znowu coś dla Bachora - najpierw biała kurteczka z instrukcji - wspomnianej "AndreaKreativ".
Catania jak to Catania, mechaci się strasznie. I nie dopiera. Szorowałam niektóre plamy najmocniejszymi mydłami przeciw plamom, a poradził dopiero chlorowy wybielacz. Rozmiar podobno 68. Radzę poszerzyć rękawy, jeśli wzór kogoś skusi.

Świeżo ukończona kurteczka pochodzi z Baby Maschenmode. Wymiary miała koszmarne, teoretycznie 64 cm obwodu na rozmiar 68! Zrobiłam 56, a i tak mój Bachor zdaje się w niej tonąć. Poza tym skróciłam w długości i zrezygnowałam z kaptura - nie miałam zaufania do tego kroju.
Włóczka Belday Garn Steffi, akryl. Gruba, druty 4,5, choć na banderoli zalecano piątkę.


Z braku odpowiednich guzików, wydziergałam supełki i wplotłam. Powinny być chyba drewniane, beżowe... Poszuka się.

O kaftanikach słów kilka

Pierwszym moim kaftanikowym podejściem było grzeczne oddzierganie kaftanika gazetowego - ze szwajcarskiej "AndreaKreativ". Grzeczna byłam, kupiłam nawet taką samą włóczkę, tyle że żółtą.

Efekt mojej pracy wyglądał następująco:



Włóczka Schachenmayr Catania. Szybko się robiło, zrobiłam duuuże włóczkowe zapasy. Ale tutaj zaczęły się schody. Bowiem ta zachwalana, wszechobecna bawełniana włóczka jest do kitu. Mechaci się, farbuje - kaftanik wygląda po dwóch miesiącach jak stara szmatka.

Cóż zrobić? Dziergałam dalej. Pozwoliłam sobie na wariację gazetowego kaftanika - również z Catanii.

Nie jestem zadowolona z efektu. Kołnierz faluje, zwykłe guziki byłyby lepsze, poza tym te zatrzaski ledwie trzymają. Nie mam szczęścia do kupowania zatrzasków: albo są tak mocne, że rozszarpują dzianinę, albo ledwo trzymają.



Moje ostatnie podejście do dziania kaftanika wygląda tak:







O, a to co innego! Melanż Schewe Baumwolle-Classic COLOR (kolor 9023), tańszy nawet od Catanii (w "Karstadt" dwa euro za motek - zdaje się, że do kupienia tylko tam), a biały brzeg to przemiła włóćzka Essentials Cotton dk. Obydwie zdają się nie farbować; ciekawa jestem, jak wyglądają z czasem. Kaftanik jest na rozmiar 74, trochę za duży na Bachora, ale gdy ściągnąć mocniej sznurek, ładnie się układa. Poza tym, że wydziergany ściegiem gładkim prawym, różni się od pierwszego tylko skróceniem otwarcia z tyłu - zaczyna się przy wycięciu na ramię.