Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzór warkoczowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzór warkoczowy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2016

Jakoś pisać nie było kiedy...

No pracowało się, chorowało, Jagnię wychowywało - i tak o blogowaniu zwyczajnie zapomniało... ale nie o robótkach!
Nadal dzieję, nadal wymyślam wzory, szydełkuję tylko amigurumi, nauczyłam się (jako tako) szyć. Odkryłam patchwork metodą angielską - moją nową miłość. Na razie zszywam odziedziczone po zmarłej na długo przed moim wstąpieniem w rodzinę resztki robótkowe matki teściowej, ale plany ambitne mam!
Ot, zamiast marudzić, zdjęcia z ostatnich dwóch miesięcy...
Po pierwsze - Jagnię rośnie jak głupie. No, już nie tak bardzo, ale lubi nagle powyrastać ze wszystkiego na raz.





Woll Butt Celina, czysta turecka bawełna; mam z nią już dobre doświadczenia. Zeszło tego 400 gramów! Porażające... Wzór z gazety, przerobiony lekko przeze mnie.






Rośnie nie tylko Jaga - rośnie córa przyjaciółki, Nina. Włóczka mi nieznana z nazwy - połów ebayowski, cały karton pasujących do siebie bawełnianych czesanych resztek - ale cudnie się robi. Sweterek - Peanut Warmer z Ravelry, buciki - wizja własna, wrzucona do bazy Rav.



Zabawa double facem... Dziwne, że z tym sobie już nieźle radzę, ale wzory norweskie/islandzkie nadal doprowadzają mnie do pasji. Hm.











Resztki z Edwarda Dropsa - no i przygotowania na Jagnięcego brata tymczasowo zwanego Bachorem. Przyodziać trza. Siostra to się na wiosnę urodziła, a nie późnym latem, poza tym te koronki to chyba trochę nie te... Więc druty w dłoń!


Obydwie włóczki już dawno wycofane ze sprzedaży, jakaś dziwna niemiecka firma Wollsisters. Górna to wiskoza z jedwabiem (mięciutka i cudowna!), boczna to jakaś mieszanka bawełniano-wiskozowo-nylonowa chyba. Strasznie dużo jej schodziło, zużyłam 150 gramów, a i tak rękawy musiałam robić od góry, żeby mi starczyło... Stąd takie wąskie.




No i dalsze przerabianie resztek najrozmaitszych:








Bucikowo tutaj.  To znowu jakieś dziwo z Wollsisters.


A tutaj moja ulubiona bawełna skarpetkowa Woll Butt Sonja - marzenie, nie włóczka! Wzór nieco mnie zawiódł, pełen był błędów. Podobnie jak buciki powyżej pochodzi z tejże niemieckiej książeczki, ogólnie bardzo przyzwoitej, ale czasem niepraktycznej.









I to wszystko w dwa miesiące... pomijając stos zaczętych rzeczy w koszu. Tak to się kończy, gdy lekarze wyślą na fotel bujany, a pracować pozwolą tylko w drodze wyjątku - no bo tłumaczenie przed komputerem chyba tak mi nie zaszkodzi?! - ale wyślą na fotel bujany przy Krzyżaku, który codziennie rano stawia przed nim kosz robótkowy cały dumny i za chałupę się zabiera. No to audiobook i druty. A te małe rzeczy rzeczywiście szybko są gotowe.


Witam więc wszystkich po dłuuuugiej przerwie! Już nie ucieknę tak. Zdrowie się poprawiło, ambicje zawodowe osłabły, a ja powzięłam sobie pozbyć się większości zapasów robótkowych. A trochę tego jest. Jak zapewne u wszystkich.

sobota, 16 lutego 2013

Szal adwentowy




Gotowy! Cudem napięty i nieidealnie, ponieważ nie znalazłam bezdzieciowej płaszczyzny odpowiednich rozmiarów. 



Całe dwadzieścia cztery wzory. Po napięciu równo dwa metry, przed dwa i pół.  Ewidentnie do tej pory najtrudniejsza robótka.













Zakochałam się w tym szalu :)

czwartek, 10 stycznia 2013

Rękawiczki Dropsa na jednym drucie




 Gotowe! Poza palcami zrobione na jednym drucie, potem, o dziwo!, nawet magic loop zawiódł i musiałam wygrzebać skądś zapomniane druty pończosznicze. Praca szła nad wyraz szybko, wziąwszy pod uwagę Jagnię w poszukiwaniu spóźniającego się zęba.








sobota, 5 stycznia 2013

Znowu w czerni

Szal doprowadza mnie do szewskiej pasji. Utknęłam dwudziestego drugiego dnia i rzuciłam go w kąt. Potrzeba mi trochę grubszej włóczki, bo głupieję od tych filigranowych maleństw.





Z braku osobnika w pobliżu, który by umiał obsługiwać aparat fotograficzny w stopniu zadowalającym, za modelkę musi posłużyć stare krzesło, za background - nieobrębiona jeszcze zasłona, której mi się obrębić nie chce.










Jagnię woli berety w buzi niż na głowie. Po tym jednym zdjęciu dostała ataku histerii.



Nie dała się przekonać na dłuższą sesję.




Włóczka to Woll Butt Sofia, grubość aran, 100 % bawełny od Buttinette. Na rozmiar L zużyłam 150 gramów bez małego kłębuszka. Wzór Dropsa, korzystałam jednak z wersji niemieckiej.








Włóczka jest bardzo przyjemna. Trochę się rozdziela przy robieniu, ale jak to bawełna niemerceryzowana; niestety zostawia farfocle na ubraniu podczas dziergania. Kupiłam piętnaście motków, dochodząc do wniosku, że gruba czarna bawełna zawsze się przyda.

Na następny ogień wzięłam pasujące do beretu rękawiczki, które, uwaga!, przerabiam razem na jednym drucie. Jest z tym trochę zabawy.



A, i byłabym zapomniała: witam wszystkich w nowym roku! :)

niedziela, 18 listopada 2012

Resztek przerabianie

Przy takiej pogodzie za oknem, nie ma szans na dobre światło i dobre zdjęcia. Musiało być przy sztucznym. Trochę kolory przekłamało...



Szalik dla Jagnięcia.
Wzór podstawowy: oczko brzegowe *dwa lewe, dwa prawe*
Przez dziesięć rzędów przerabiać oczka, jak schodzą. W jedenastym rzędzie: oczko brzegowe, dwa prawe, dwa lewe*.







Jest to dopiero początek resztek takowego swetra:

Wzór pochodzi z Baby-Maschenmode 09/12. Użyta przeze mnie włóczka to cudownie mięciutki akryl Schewe Micro Brillant.

Tym razem resztki Coats Lyric 8/8 - nieco lepsze zdjęcia niż ostatnio. Niestety, Jagnię spałaszowało moje notatki do rękawiczek nabazgrane na jakimś karteluszku...


Wzór, którym upstrzyłam rękawiczki, to malutki warkoczyk Schwalbenmuster (wzór jaskółczy), zaczerpnięty z książki "Die schoensten Strickmuster".


Na motyw jaskółczy potrzeba:


    X        Y
O O P P O O
O O P P O O

O to oczko prawe
P to oczko podniesione bez przerobienia
X to dwukrotnie podniesione oczko przełożyć na drut pomocniczy z przodu roboty, dwa oczka prawe, oczko z drutu pomocniczego
Y to dwa oczka prawe przełożyć na drut pomocniczy z tyłu roboty, przerobić podniesione oczko na prawo, dwa oczka prawe z drutu pomocniczego




A i pingwiny małe doczekały się gotowych sweterków!



Obawiam się, że więcej sweterków dla pingwinów nie będzie, bo do tej pory kuruję skórę na dłoniach, zmaltretowaną małym wełnianym udziergiem. Z braku modela sweterek musiał prezentować Bronek, sprezentowany mi przez Krzyżaka ponad dwa lata temu, który wprawdzie wzrostem skromniejszy, ale najbardziej przypomina pingwina małego spośród wszystkich znanych mi stworzeń.






I jeszcze czekająca już w gotowości włóczka na szal adwentowy!


Co więcej, sweter z oczek tkanych doczekał się wreszcie finiszu. Teraz musi się doczekać obfotografowania.

środa, 14 listopada 2012

Ostatnie drobiażdżki






Ciepłolubna się zrobiłam. Jakoś głównie wieczorami w piżamie. Żeby było śmieszniej, nie posiadam ani jednej pary skarpet.

Włóczka? Oczywiście Essentials Cotton dk. Bo jak?









W ramach powolnego, acz postępującego doprowadzania mieszkania do ładu, którego brak spowodowany jest tyranią Jagnięcia i rozregulowaniem wszystkich rytmów w ciągu ostatnich miesięcy, zakupiłam drewnianą miseczkę na klucze wszelkiej maści.

Do miseczki serwetka. Wykonana w ciągu godziny. Wzór pochodzi z "Diana Special Strickdeckchen".





...i dalej przerabianie resztek. Aparat niestety zawiódł, a właściwie zawiodła cierpliwość moja i dobrego światła, gdy Jagnię wpadło na pomysł gryzienia mnie w kostkę sześcioma (!) zębiskami. Przemiły wzór jaskółczy - lepsze zdjęcia pojawią się jutro.



I na koniec taki, ot, berecik dla Jagnięcia, rozpoczęty metodą podwójnej nici. Również resztki.








Biorę udział w dwóch zabawach robótkowych - w "Poduszkarni" u Trus i we wspólnym dzierganiu kalendarza adwentowego. Wprawdzie włóczki jeszcze nie podano, ale mam kilka motków ciemnozielonego kordonka. Jak znam szczęście, na włóczki niewełniane nie ma co liczyć.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Buciki z warkoczem


I znowu dla Jagnięcia - tym razem buciki z Schewe Baumwolle-Classic COLOR do pokazanego już kaftanika. Wzór pochodzi z ksiażki "Baby-Schuehchen Stricken" - dodałam jedynie wiązanie sznurowadłem, ponieważ inaczej nie ma szans, że bucik utrzyma się na jagnięcym kopytku...

Wczoraj wyćwiczyłam Tvåändsstickning (twined knitting) - ha, teraz powstaną dopiero ciepłe rzeczy dla Jagniątka! Przymierzam się do rękawiczek z Schewe tą metodą. Ale to dopiero, gdy dokończę pokazany w poprzednim poście sweterek...



niedziela, 28 października 2012

O kaftanikach słów kilka

Pierwszym moim kaftanikowym podejściem było grzeczne oddzierganie kaftanika gazetowego - ze szwajcarskiej "AndreaKreativ". Grzeczna byłam, kupiłam nawet taką samą włóczkę, tyle że żółtą.

Efekt mojej pracy wyglądał następująco:



Włóczka Schachenmayr Catania. Szybko się robiło, zrobiłam duuuże włóczkowe zapasy. Ale tutaj zaczęły się schody. Bowiem ta zachwalana, wszechobecna bawełniana włóczka jest do kitu. Mechaci się, farbuje - kaftanik wygląda po dwóch miesiącach jak stara szmatka.

Cóż zrobić? Dziergałam dalej. Pozwoliłam sobie na wariację gazetowego kaftanika - również z Catanii.

Nie jestem zadowolona z efektu. Kołnierz faluje, zwykłe guziki byłyby lepsze, poza tym te zatrzaski ledwie trzymają. Nie mam szczęścia do kupowania zatrzasków: albo są tak mocne, że rozszarpują dzianinę, albo ledwo trzymają.



Moje ostatnie podejście do dziania kaftanika wygląda tak:







O, a to co innego! Melanż Schewe Baumwolle-Classic COLOR (kolor 9023), tańszy nawet od Catanii (w "Karstadt" dwa euro za motek - zdaje się, że do kupienia tylko tam), a biały brzeg to przemiła włóćzka Essentials Cotton dk. Obydwie zdają się nie farbować; ciekawa jestem, jak wyglądają z czasem. Kaftanik jest na rozmiar 74, trochę za duży na Bachora, ale gdy ściągnąć mocniej sznurek, ładnie się układa. Poza tym, że wydziergany ściegiem gładkim prawym, różni się od pierwszego tylko skróceniem otwarcia z tyłu - zaczyna się przy wycięciu na ramię.